Ogień. Wiązanki. Dym unoszący się nad płytą nagrobną. Takie kadry trafiły do internetu i w kilka godzin obejrzały je tysiące osób.
Na grobie Łukasza Litewki, tragicznie zmarłego posła Lewicy, wybuchł pożar. Parlamentarzysta odszedł w kwietniu i spoczął w rodzinnym Sosnowcu. Na nagraniu widać, jak płomienie błyskawicznie obejmują dekoracje ułożone na mogile. Wyglądało to dramatycznie. Na szczęście żywioł szybko ugaszono.
Skąd wziął się ogień?
Nikt nic nie podpalał celowo. Służby tego wątku w ogóle nie badają. Wszystko wskazuje na zwykły, nieszczęśliwy zbieg okoliczności.
Na grobie posła leżą setki zniczy. Mieszkańcy przynoszą je bez przerwy. I tu zaczyna się problem, bo wystarczy postawić wiązankę odrobinę za blisko płomienia.
Prawdopodobnie ktoś z odwiedzających położył wiązankę zbyt blisko znicza, doszło do zapalenia. Zniczy przy grobie jest bardzo dużo. To była szybka akcja gaszenia pożaru, nie wymagała większej interwencji strażaków — przekazał „Faktowi” przedstawiciel straży pożarnej.
Mogiła jest już uprzątnięta. Ale zniszczenia pokazały jedno: jak szybko ogień potrafi przeskoczyć na łatwopalne stroiki.
Apel strażaków i reakcje w sieci
Głos zabrał Polski Serwis Pożarniczy Remiza.pl. Strażacy przypominają o czymś, o czym łatwo zapomnieć przy stercie palących się świeczek.
Apelujemy o ostrożność, szczególnie w czasie upałów oraz przy dużej liczbie zapalonych zniczy ustawionych blisko wiązanek i stroików.
A internauci? Reagowali głównie ze smutkiem. Wielu zauważyło, że takie historie na cmentarzach zdarzają się częściej, niż myślimy — zwłaszcza gdy pogoda dorzuca swoje.
„To bardzo przykre, ale zdarza się. Wystarczy mocniejszy wiatr, który przewróci jeden znicz i wszystko zaczyna się palić” — napisała jedna z użytkowniczek.
Jak zginął Łukasz Litewka?
Poseł zginął 23 kwietnia w Dąbrowie Górniczej. Jechał rowerem, gdy uderzył go samochód osobowy. Reanimacja niestety nie pomogła.
Śledztwo prowadzi tamtejsza prokuratura. Z ustaleń wynika, że 57-letni kierowca Mitsubishi nagle zjechał na lewy pas. Usłyszał już zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. W kwietniu wyszedł z aresztu — za poręczeniem majątkowym w wysokości 40 tysięcy złotych. Teraz śledczy czekają na opinie biegłych, żeby do końca odtworzyć przebieg tej tragedii.