Łatwogang przejechał prawie 700 km i dopiero pod koniec ogarnął, jak działa jego rower

Brzmi jak żart, ale tak właśnie było. Piotr „Łatwogang” Hancke ruszył rowerem z Zakopanego do Gdańska, żeby zebrać pieniądze dla 8-letniego Maksa Tockiego chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. I dopiero gdzieś koło 570. kilometra zorientował się, jak właściwie obsługiwać przerzutki w swoim rowerze. Kapitalne, prawda?

Klekot, którego nikt nie potrafił rozszyfrować

Trasa ruszyła 22 maja. Wszystko na żywo, transmisja na YouTubie, fani śledzą każdy metr. Po jakiejś godzinie pedałowania w rowerze zaczyna coś dziwnie chrobotać. Łatwogang, zamiast szukać mechanika, robi to, co robi większość streamerów. Pyta widzów.

Ej, dajcie znać, co znaczy, jak rower tak dziwnie klekocze, jak się pedałuje… Przerzutka? Zmieniam na wszystkie rodzaje, ale to nic nie daje i dalej klekocze.

Czat czatem, ale konkretu brak. Więc zatrzymuje się i pyta przechodniów. I dopiero przypadkowy facet z ulicy rzuca prosto z mostu:

Masz na pewno złe przełożenie. Jest źle założone. Masz w ogóle tę przerzutkę niewyregulowaną!

Kilka ruchów, drobna regulacja i można jechać dalej. Tyle że to był dopiero początek tej rowerowej edukacji.

117 kilometrów do mety i nagłe olśnienie

Bo przecież sama regulacja to jedno, a umiejętność korzystania ze sprzętu to drugie. Łatwogang przyznał później, że dopiero po przejechaniu około 570 kilometrów wreszcie załapał, jak płynnie zmieniać biegi i dostosowywać przełożenia do terenu. Do końca trasy zostawało mu wtedy raptem 117 km.

No i sam to skomentował z autoironią, której pozazdrościć:

Ile ja bym przejechał, jakbym wiedział, jak się rower używa.

Człowiek po prostu wsiadł i pojechał. Bez instruktażu, bez przygotowania, na czystej determinacji. A teren między Tatrami a Bałtykiem to nie jest spacerek po parku.

Liczby, które mówią same za siebie

Cała trasa to niespełna 700 km, w zależności od objazdów. Na zbiórce dla Maksa udało się uzbierać 12 milionów złotych. Ale łącznie, biorąc pod uwagę całą działalność charytatywną Łatwoganga, kwota przebiła już 19,8 mln zł. Nadwyżka idzie na inne chore dzieci.

Przypomnijmy, że wcześniej, podczas dziewięciodniowego streamu, zebrał ponad 280 mln zł dla Fundacji Cancer Fighters. Tamta akcja zrobiła z niego rozpoznawalną postać w polskim internecie. Ta rowerowa pokazała coś jeszcze. Że nie trzeba być specjalistą od czegokolwiek, żeby ruszyć tyłek i zrobić coś dobrego.

Finał w Gdańsku zgromadził tłumy fanów. Symboliczne zamknięcie wyprawy, ale jak sam zapowiedział, zbiórki się nie kończą. A ten cytat o nieumiejętności obsługi roweru pewnie zostanie z nim na długo. Internet już zdążył zrobić z tego mema.