Jakub Jastrzębski o Mai Chwalińskiej po finale Roland Garros: „nie pokazała jeszcze wszystkiego”

Maja Chwalińska doszła do finału Roland Garros, w którym przegrała z Mirrą Andriejewą, a do paryskiej imprezy weszła przez kwalifikacje. Po turnieju awansowała w rankingu ze 114. na 21. miejsce.

Polka rozpoczęła zmagania od eliminacji i przeszła kolejne rundy turnieju głównego, w którym wiele zawodniczek odpada znacznie wcześniej. Jej występ stał się jednym z najczęściej komentowanych wątków paryskiego Wielkiego Szlema, bo w całej drabince utrzymywała równy poziom, a nie pojedynczy dobry mecz.

Były sparingpartner o jej możliwościach

O potencjale Chwalińskiej mówił w „Halo tu Polsat” jej dawny sparingpartner Jakub Jastrzębski.

— Maja na pewno nie pokazała jeszcze wszystkiego, co potrafi. Niektóre te ćwiczenia to były jak sztuczki cyrkowe, z zamkniętymi oczami, ze słuchawkami na uszach, odbijanie z kozłowaniem piłki do siatkówki — mówił Jakub Jastrzębski.

Jastrzębski zaznaczył, że wachlarz uderzeń tenisistki nie został jeszcze w pełni wykorzystany.

— Robiła różne układy, które, myślę, zwykłemu człowiekowi albo nawet dobremu sportowcowi by się nie udały — dodał.

Kilka tygodni przed finałem sama Chwalińska mówiła, że od początku kariery mogła liczyć na wsparcie rodziców i że nie wywierali na nią presji wyniku. Rodzice zaufali trenerom i pozwolili jej rozwijać się we własnym tempie.

Rodzice na miejscu w Paryżu

Przez cały pobyt we Francji rodzice tenisistki byli z nią na miejscu. W reportażu „Uwaga! TVN” podano, że matka zawodniczki, recepcjonistka w Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej, przedłużyła urlop, żeby towarzyszyć córce w najważniejszych meczach. Ojciec, wcześniej elektryk w kopalni, jest na emeryturze i nie musiał martwić się o grafik pracy.

W finale lepsza okazała się Mirra Andriejewa, ale sam wynik nie przesłonił drogi, którą Chwalińska pokonała od kwalifikacji do decydującego spotkania.