Gen. Polko o rosyjskim Ch-101 na Lubelszczyźnie: syreny zawyły, ale nikt nie powiedział ludziom, co robić
Rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 naruszył polską przestrzeń powietrzną i uderzył w okolicach Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim. Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, w „Rozmowie naTemat” ocenił, że drugim zagrożeniem — obok samego pocisku — był chaos informacyjny. Mieszkańcy usłyszeli syreny, ale nie dowiedzieli się, czy nad ich głowami są drony, rakiety manewrujące, czy pociski balistyczne.
Generał nie przesądza, czy trafienie było skutkiem zakłóceń nawigacji, czy zaplanowanej prowokacji. Wskazuje natomiast na szerszy schemat działań Moskwy.
— Rosja prowadzi ataki tuż przy granicy Polski, zastrasza, sprawdza nasze procedury i testuje systemy obrony — mówi gen. Roman Polko.
Syrena to za mało
Polko przypomina, jak działa obecny system: dźwięk modulowany oznacza zagrożenie, sygnał ciągły — jego odwołanie. Obywatel, który słyszy wycie syreny, nadal nie wie, przed czym ma się chronić ani gdzie się schować. Sposób informowania ludności generał określa wprost jako traktowanie ludzi jak idiotów.
— Nic tak nie pobudza strachu, paniki i niepewności oraz nie podważa wiarygodności państwa jak brak informacji — stwierdza rozmówca naTemat.
— Informacja powinna być konkretna i precyzyjna. Mówić co nadlatuje i z jakiego kierunku oraz o jakiej porze dotrze do konkretnego miejsca i co powinni robić obywatele — dodaje.
Wzorem ma być Ukraina, gdzie komunikaty wskazują rodzaj zagrożenia. Odesłanie ludzi do poradnika bezpieczeństwa niczego nie załatwia — potrzebna jest aplikacja, sprawnie działający alert RCB i jeden format przekazu wspólny dla wojska, administracji i służb.
Ćwiczenie „Kraj” jako formalność
Zdaniem generała dokumenty nie zbudują bezpieczeństwa cywilów. Potrzebne są ćwiczenia z udziałem wojska, policji, straży pożarnej, samorządów i samych mieszkańców. Ćwiczenie „Kraj” w Polsce istnieje, ale zbyt często sprowadza się do odhaczenia procedury.

— Rzeczywistość nie nagnie się do naszych planów operacyjnych. To my musimy przetestować nasze plany w praktyce — zaznacza Polko.
Po każdym incydencie powinien następować rzetelny „after action review”: co zadziałało, co zawiodło, co poprawić. Nie po to, by szukać politycznych winnych. Reakcja państwa jest dziś szybsza niż przy wcześniejszych naruszeniach przestrzeni powietrznej, ale wciąż niewystarczająca.
Zestrzeliwać przed granicą
Polko chce, by incydent stał się argumentem w rozmowach z NATO o większym wsparciu rozpoznawczym i obronnym — do czasu pełnego uruchomienia programów Wisła, Narew i Pilica. Pociski lecące w stronę Polski powinny być neutralizowane jeszcze nad Ukrainą lub Białorusią. To wymaga uzbrojenia, ale też decyzji politycznych i przepisów: wojsko i Straż Graniczna muszą wiedzieć, kiedy wolno im reagować, a system dowodzenia nie może czekać na zgodę przy celach lecących z dużą prędkością. Wsparcie Ukrainy generał traktuje jako polski interes — słabsza ukraińska obrona oznacza więcej rakiet nad naszą granicą.
Rosja testuje też odporność społeczną. Chaos, brak informacji i awantura polityczna ułatwiają Kremlowi podważanie zaufania do państwa i skłócanie Polaków z Ukraińcami.
— Kluczowe jest to, żebyśmy sami w Polsce nie polegli w tej wojnie kognitywnej, bo to dzisiaj największe zagrożenie — mówi generał.
Całą „Rozmowę naTemat” z gen. Romanem Polko można obejrzeć na kanale YouTube redakcji.