Trzy ciała w mieszkaniu w Siemianowicach Śląskich. Prokuratura umorzy śledztwo

Prokuratura Rejonowa w Siemianowicach Śląskich jeszcze w czerwcu umorzy dochodzenie w sprawie śmierci trzech osób, których ciała znaleziono w mieszkaniu przy ul. Zgrzebnioka. Po czterech miesiącach śledztwa nie udało się ustalić przyczyny zgonów 95-letnich Stanisławy i Zbigniewa R. oraz ich 66-letniego syna Jerzego.

Służby weszły do mieszkania 25 lutego, po tym jak zaniepokojeni sąsiedzi zawiadomili policję. Od dłuższego czasu nikt nie widział, by ktokolwiek wchodził lub wychodził z lokalu, a na klatce schodowej unosił się fetor. Po siłowym wejściu strażacy znaleźli w jednym pokoju nieżywych małżonków, w drugim ich syna. Ciała były w stanie zaawansowanego rozkładu.

— Wyglądali, jakby spali — mówiła „Faktowi” sąsiadka. Pierwsze oględziny wykluczyły udział osób trzecich, w mieszkaniu nie było też śladów włamania.

Sekcja i badania bez jednoznacznego wyniku

Dla każdej z ofiar sporządzono osobną opinię z sekcji zwłok oraz badania toksykologiczne i histopatologiczne.

— Te badania nie wykazały żadnych obrażeń urazowych. W organizmach zmarłych stwierdzono obecność leków, ale nie były to stężenia przekraczające dawki lecznicze. Wykluczyliśmy też zatrucie tlenkiem węgla i samobójstwo rozszerzone — mówi prok. Beata Cedzyńska z Prokuratury Rejonowej w Siemianowicach Śląskich.

U 66-latka stwierdzono stan zapalny w płucach, jednak nie wiadomo, czy to on doprowadził do śmierci. U małżonków rozpoznano ogólne schorzenia występujące naturalnie u osób po 90. roku życia.

Jedyna hipoteza śledczych

— W całej mojej karierze nie spotkałam się z takim przypadkiem potrójnej śmierci, której w zasadzie nie da się wyjaśnić — przyznaje prok. Cedzyńska.

— Jedyne przypuszczenia, jakie mamy, ale podkreślam, że to tylko teoria, to że pierwszy zmarł syn, z uwagi na zmiany chorobowe, a ewentualnie później rodzice, którymi nie miał się kto zająć po śmierci 66-latka — mówi prokurator.

Nie udało się ustalić chronologii ani dokładnej daty zgonów. Jak podaje „Dziennik Zachodni”, jedynym tropem pozostaje kalendarz na kuchennym stole — ostatnia wyrwana kartka wskazuje 11 lutego 2026 r.