Zwycięstwo opozycji na Węgrzech może zmienić los polityków Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego. Po wyborach parlamentarnych ich sytuacja stoi pod znakiem zapytania, a nowe władze zapowiadają cofnięcie azylu.
Zwycięstwo opozycji na Węgrzech może zmienić los polityków
Po niedzielnych wyborach parlamentarnych sytuacja Zbigniewa Ziobry oraz Marcina Romanowskiego na Węgrzech stoi pod znakiem zapytania. Jak donosi dziennik „Rzeczpospolita”, obaj politycy rozważają nadzwyczajne środki, aby uniknąć konsekwencji prawnych w Polsce. Zapowiedzi lidera zwycięskiej partii Tisza wskazują jednak, że wkrótce będą musieli opuścić Budapeszt.
Co oznacza zwycięstwo partii Tisza dla polityków z Polski?
Wygrana ugrupowania Tisza pod przewodnictwem Petera Magyara stawia pod znakiem zapytania dalszą obecność polityków Suwerennej Polski na Węgrzech. Już podczas kampanii wyborczej nowy premier zapowiadał, że Budapeszt nie będzie dłużej bezpiecznym schronieniem dla osób oskarżanych o nadużycia w Polsce.
„Myślę, że bardzo jasno mówiłem na ten temat wcześniej, kiedy zasugerowałem, że nie powinni kupować żadnych mebli na Węgrzech, bo długo tu nie zabawią. My na Węgrzech nie będziemy azylem dla międzynarodowych przestępców” – podkreślił Peter Magyar po ogłoszeniu wyników wyborów.
Dla przebywających obecnie w Budapeszcie Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego otwiera się konieczność poszukiwania nowych możliwości w obliczu trwających postępowań prokuratorskich dotyczących Funduszu Sprawiedliwości.
Nadzwyczajna procedura nadania obywatelstwa jako sposób na uniknięcie ekstradycji
Dziennik „Rzeczpospolita” donosi, że jednym z rozważanych rozwiązań jest nadanie polskim politykom obywatelstwa węgierskiego. Taki krok mógłby skutecznie zablokować ich ekstradycję do Polski, korzystając ze specyficznych przepisów umożliwiających ominięcie standardowych procedur imigracyjnych.
„Węgry, podobnie jak Polska, mogą przyznać obywatelstwo cudzoziemcowi w szczególnych przypadkach – w interesie państwa. To bardzo pojemna konstrukcja prawna. Formalnie decyzję podejmuje prezydent Węgier na podstawie rekomendacji rządu (ministra spraw wewnętrznych). Cudzoziemiec nie musi spełniać wymogów takich jak lata zamieszkania w kraju, znajomość języka czy stabilność dochodu” – czytamy w analizie gazety.
Taki mechanizm stanowiłby silną barierę prawną chroniącą przed działaniami polskich organów ścigania.
Stanowisko Zbigniewa Ziobry w sprawie dalszego działania
Były minister sprawiedliwości w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznał, że uważnie obserwuje bieżące wydarzenia, mimo że oficjalnie odcina się od planów zmiany paszportu. Podkreślił, że zależy mu na uczciwej konfrontacji prawnej w kraju, pod warunkiem transparentności postępowania.
„Rozważam różne scenariusze, ale nie wystąpiłem o obywatelstwo węgierskie i nie zamierzam tego robić. Chciałbym walczyć na uczciwych zasadach w Polsce, ale obecna władza nie chce umożliwić mi transparentnego sporu, który chciałbym prowadzić na oczach mediów” – zaznaczył Ziobro.
Z kolei Marcin Romanowski, pytany o swoje plany dotyczące obywatelstwa węgierskiego, nie udzielił żadnej wypowiedzi. Obaj politycy muszą teraz balansować pomiędzy polityczną presją ze strony nowej węgierskiej większości a determinacją polskiej prokuratury.
Śledztwo dotyczące Funduszu Sprawiedliwości – tło wydarzeń
Obecność polityków na terenie Węgier wiąże się bezpośrednio z toczącym się w Polsce śledztwem dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura Krajowa od miesięcy bada przypadki potencjalnych nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami, które w założeniu miały służyć wsparciu ofiar przestępstw, ale – zdaniem śledczych – mogły być wykorzystywane w celach politycznych i partyjnych.
Marcin Romanowski, jako były wiceminister odpowiedzialny za nadzór nad funduszem, usłyszał już liczne zarzuty. Jego immunitet stał się przedmiotem głośnej debaty prawnej w kraju. Natomiast Zbigniew Ziobro, mimo zgłaszanych problemów zdrowotnych, pozostaje centralną postacią w śledztwach prowadzonych przez prokuraturę oraz sejmowe komisje śledcze.

Polska koalicja rządząca odbiera ich pobyt w Budapeszcie jako próbę uniknięcia wymiaru sprawiedliwości, co może wkrótce zakończyć się interwencją ze strony nowej węgierskiej administracji.